Wieża granulacyjna runęła!!!
dodano: 2007-10-08Długie przygotowania. Krótka akcja
W niedzielę 7 października 2007 roku najwyższy budynek na terenie Zakładów Azotowych Kędzierzyn S.A. (odstawiona od kilkunastu lat 65-metrowa - wieża granulacyjna) zniknął z powierzchni ziemi. Został precyzyjnie wysadzony za pomocą 156 ładunków wybuchowych o łącznej wadze 25 kilogramów.
Samo zdarzenie to kilka sekund. Natomiast przygotowania trwały kilka tygodni. To bardzo poważne przedsięwzięcie logistyczne. Zakład pracował normalnie. Musiano, więc dochować szczególnej ostrożności i działać z zegarmistrzowską precyzją. Operacja przeprowadzona została w niedzielę, gdy „na Zakładzie” jest mniej ludzi. Z informacją o przebiegu akcji zapoznali się pracownicy Spółki, firmy działające na terenie ZAK S.A. oraz wszystkie służby, które biorą udział w takich akcjach. Wyznaczono drogi potencjalnej ewakuacji. Określono strefę bezpieczeństwa, wykopano rowy mające na celu przerwanie fali tektonicznej. Od południa obowiązywał zakaz wjazdu na teren zakładów samochodów ciężarowych. Pozycje bojowe zajęła jednostka azotowego ratownictwa chemicznego.
O 15,30 ogłoszono alarm chemiczny, nikt nie mógł wejść na teren zakładu. Nastąpiło uzbrojenie ładunków wybuchowych rozmieszczonych do wysokości pierwszego piętra, a o 16,00 odpalenie. Budynek „stęknął” i zamienił się w stertę gruzów. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Alarm został odwołany.
Operację przygotowywała i koordynowała Jednostka Usługowa. Dlaczego wyburzenie metodą wybuchową? Po pierwsze tańsze niż mechaniczne, po drugie szybsze, po trzecie (przy właściwym przygotowaniu) bezpieczniejsze.
W niedzielę 7 października 2007 roku najwyższy budynek na terenie Zakładów Azotowych Kędzierzyn S.A. (odstawiona od kilkunastu lat 65-metrowa - wieża granulacyjna) zniknął z powierzchni ziemi. Został precyzyjnie wysadzony za pomocą 156 ładunków wybuchowych o łącznej wadze 25 kilogramów.
Samo zdarzenie to kilka sekund. Natomiast przygotowania trwały kilka tygodni. To bardzo poważne przedsięwzięcie logistyczne. Zakład pracował normalnie. Musiano, więc dochować szczególnej ostrożności i działać z zegarmistrzowską precyzją. Operacja przeprowadzona została w niedzielę, gdy „na Zakładzie” jest mniej ludzi. Z informacją o przebiegu akcji zapoznali się pracownicy Spółki, firmy działające na terenie ZAK S.A. oraz wszystkie służby, które biorą udział w takich akcjach. Wyznaczono drogi potencjalnej ewakuacji. Określono strefę bezpieczeństwa, wykopano rowy mające na celu przerwanie fali tektonicznej. Od południa obowiązywał zakaz wjazdu na teren zakładów samochodów ciężarowych. Pozycje bojowe zajęła jednostka azotowego ratownictwa chemicznego.
O 15,30 ogłoszono alarm chemiczny, nikt nie mógł wejść na teren zakładu. Nastąpiło uzbrojenie ładunków wybuchowych rozmieszczonych do wysokości pierwszego piętra, a o 16,00 odpalenie. Budynek „stęknął” i zamienił się w stertę gruzów. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Alarm został odwołany.
Operację przygotowywała i koordynowała Jednostka Usługowa. Dlaczego wyburzenie metodą wybuchową? Po pierwsze tańsze niż mechaniczne, po drugie szybsze, po trzecie (przy właściwym przygotowaniu) bezpieczniejsze.
Andrzej Hynek








